Zdobyła 27 szczytów. „Myślałam: gdzie ja kulawa pójdę w góry?”

Jest osobą niepełnosprawną. Porusza się wyłącznie o kulach. To nie przeszkodziło jej zdobyć 27 szczytów polskich gór. Do pełni szczęścia brakuje tylko jednego – Rysów, ale te są nieosiągalne. Chociaż kto wie?

Anna Makowska dostała szansę w ramach projektu „Niepełnosprawni w górach – Razem na szczyty” realizowanego przez Fundację Jaśka Meli Poza Horyzonty. Skorzystała dopiero za drugim razem. Obawiała się, że nie da rady. Dlatego za pierwszym razem nie zdecydowała się. Pomysł jednak kiełkował w głowie i wykiełkował.

Gdzie ja kulawa pójdę w góry – zastanawiała się. Dzięki wolontariuszom, którzy pomagali osobom niepełnosprawnym w zdobywaniu kolejnych szczytów, przeżyła przygodę życia. Myśli o tym, żeby ją opisać w książce.

POSŁUCHAJCIE ROZMOWY Z ANNĄ MAKOWSKĄ

 http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zdobyla-27-szczytow-myslalam-gdzie-ja-kulawa-pojde-w-gory,nId,2388811

Anna Makowska, uczestniczka akcji „Razem na szczyty”

Krzysztof Kot, RMF FM: Która góra jest najpiękniejsza?

Anna Makowska: Tarnica i Babia Góra. No i Wysoka w sumie też – jak już doszłam po trudach na jej szczyt, zobaczyłam przepiękną panoramę gór. Nagroda za trud.

Zobaczyłaś na własne oczy…

Na własne oczy. Bardzo sobie cenię podejście na Tarnicę i podejście na Wysoką i na Babią Górę, bo to rzeczywiście dużo wysiłku mnie kosztowało. I dużo stresu. No a Babia Góra to był dla mnie koniec projektu, bo wiem, że na Rysy nie pójdę. Rysy to sobie mogę zobaczyć już na zdjęciu..

Kto wie?

No nie wiem, bo od polskiej strony jest wejść bardzo trudno. Od słowackiej strony podobno łatwiej, ale jak zobaczyłam jak koledzy się wspinali na Rysy, to już miałam ciarki na plecach. Więc tam już nie wejdę: strach mnie obleci i nie chcę też ściągać ryzyka ani tych, którzy mi będą ewentualnie pomagali. No chyba, że… zobaczę Rysy z helikoptera.

Co się czuje wchodząc na szczyt? Bo to dla osoby pełnosprawnej jest duże osiągnięcie, a co dopiero dla kogoś, kto ma problemy z chodzeniem?

Duża radość. Oczy wilgotnieją po prostu.

Takie emocje?

To są takie emocje. Czasami nogi naprawdę bardzo bolały, ale ja jestem już taka: jak poszłam na wyprawę, to nie lubię się wycofywać. Tak było z Tarnicą: byliśmy już prawie na miejscu, prawie ją widziałam, a już nie miałam siły… Ale jednak się tam wdrapałam.

Które góry są najpiękniejsze?

Bieszczady.

Jednak te połoniny?

No i Babia Góra też mi się podoba…

Czyli wszędzie pięknie na swój sposób, tak?

Wszędzie, ale najbardziej ukochałam Bieszczady. Oprócz Tarnicy pamiętam Bukowe Berdo i Krzemień, bo tamtędy szliśmy. To piękny widok był, piękny… Taka panorama – prostu niezapomniana. A jak później jeszcze schodziliśmy, to zastał nas zachód słońca w Bieszczadach. Coś pięknego. Także jeśli góry, to Bieszczady. Ze cztery lata one we mnie żyją. Pewnie jeszcze kiedyś w góry wrócę. Może nie na te najwyższe szczyty…

Może nie na te dwadzieścia siedem najwyższych szczytów, ale jednak?

Będę w Tatrach. Nie wiem, czy się uda pójść w te najwyższe partie, ale do Morskiego Oka na pewno. Zobaczymy..

Czemu nie? Wszystko jest możliwe.

No okazuje się, że tak. Na początku trudno mi było w to wierzyć. Ale tak jak mówię – pierwszy szczyt, potem drugi, trzeci, czwarty i stwierdziłam, że się da, i że nie jest tak „tragicznie”. Dzisiaj stwierdzam, że da się, tylko trzeba chcieć. Ale to też dzięki dużej pomocy wolontariuszy – i to nie tylko takiej fizycznej, ale i takiej psychicznej: ktoś umiał powiedzieć takie słowo, które mnie motywowało do tego żeby iść dalej, które mnie motywowało do tego, żeby nie marudzić.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zdobyla-27-szczytow-myslalam-gdzie-ja-kulawa-pojde-w-gory,nId,2388811#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

W górach łatwiej sięgnąć gwiazd – Lubomir 2017

Prognozy na ten weekend nie były zbyt dobre, jednak chęć zdobycia
kolejnego szczytu i spędzenia czasu ze wspaniałymi ludźmi zwyciężyła. W
sobotę przedpołudniem zjechaliśmy się do schroniska PPTK na Kudłaczach,
które było naszym miejscem noclegowym a zarazem punktem startowym na
szczyt. Schronisko ma swój urok, polecam. Pogoda jak to pogoda lubi
zaskakiwać Nas też zaskoczyła, świeciło słońce i jak na początek
kwietnia było dość ciepło. Droga była przyjemna i bardzo łatwa, chociaż
było dość mokro. Nie wiem czemu ale moje buty i spodnie łapały błoto za
wszystkich:) Na szczycie znajduje się nowo wybudowane obserwatorium
astronomiczne, które zwiedziliśmy. Od kierownika obserwatorium Pana Dr
Marcina Ćwikały dowiedzieliśmy się bardzo dużo ciekawych rzeczy
dotyczących historii tego miejsca oraz metod obserwacji nieba. Ze
względu na porę dnia i warunki atmosferyczne nie spojrzeliśmy w gwiazdy,
by dowiedzieć się jaka nas czeka przyszłość. Może to i lepiej, bo
niespodzianki, te które czekały na nas w schronisku i te które pojawią
się w naszym życiu nie byłyby niespodziankami. Drogę powrotną bardzo nam
przyśpieszała i ułatwiała myśl o racuchach i innych potrawach
oferowanych w schronisku. Wieczór spędziliśmy przy ognisku.
Organizatorki tego wydarzenia, Ewa i Gabrysia, nie tylko zadbały o to by
było co nabić na patyk, ale obdarowały Nas bardzo fajnymi prezentami.
Myślę, że prezentem który sprawił nam największą radość był dyplom
potwierdzający zdobycie Lubomira z dedykacją i podpisem Prezesa Jana –
Jaśka Meli. To była kolejna wspaniała wyprawa, wielkie dzięki Ewie i
Gabrysi, przewodnikowi Marcinowi i pozostałym uczestnikom. DO
ZOBACZENIA NA SZLAKU! Marcin N.

17842330_1302456859803139_646892944_np1120189p1120190p1120236

Śnieżka dała nam w kość…

Zapowiadało się niewinnie… Ale Śnieżka, jak to Śnieżka. Dała nam w kość! Jednak nie poddaliśmy się i w komplecie choć na raty stanęliśmy na szczycie! Było nas nawet więcej niż na zdjęciu. Wspominaliśmy tych co odeszli…

 

13935018_782830475185564_7428887562279624649_n 13895502_782828151852463_4435874421302474763_n13924909_782836901851588_3374391623594114925_n13935141_782827678519177_6459942794541650547_n14022350_782828821852396_6126522896084135504_n

If you are looking for an expert cover letter writing service to help you get your foot in the door, then you’ve come to the right place. Here at Devmyresume.com we can help you sound like the professional you are, with our equally professional cover letter writing.

„Mój debiut w Projekcie RNS „- relacja Bernadety

Mój debiut w projekcie Niepełnosprawni w górach – Razem na Szczyty23-24 lipca 2016 r. –  wyprawa na Kłodzką Górę i spływ Nysą Kłodzka. .Kilka słów, bo nie mogę przestać się uśmiechać do swoich myśli, do wszystkiego, co było moim udziałem w tych dniach.O projekcie dowiedziałam się w Karpaczu, w moim ukochanym, zaprzyjaźnionym
hostelu Krokus. Dowiedziałam się i poznałam aktywnych uczestników i wolontariuszy wyjazdów. Nie ma mowy o przypadku:-)Choć nasze spotkanie było zupełnie przypadkowe (nie znaliśmy się wcześniej), ot jak to goście w hostelu
Od zawsze marzyłam, żeby móc chodzić po górach, cieszyć się nimi i sycić wszystkimi zmysłami, tylko jak???? skoro mam znacznie ograniczoną, upośledzoną sprawność ruchową w nogach. Ciężko mi chodzić, zupełnie nie mam
z kim pójść w góry etc. I nagle dowiaduje się, że to, co ja uważałam za bariery nie do przejścia nie są żadnymi barierami. Są ludzie, którzy pomogą mi spełniać górskie marzenia. Razem z wolontariuszami, wolontariuszami o
wielkim sercu, empatii i otwartości, przy ich wsparciu i oparciu, mogę pójść w góry, ja i inni niepełnosprawni. Całą trasę przebyć wesoło,bezpiecznie, stosownie do moich potrzeb i możliwości. Wystarczy wysłać zgłoszenie, żeby przekonać się jaka, to frajda-  teraz już to wiem!
Potwierdziłam uczestnictwo w wyprawie, jednak jechałam na nią z duszą na ramieniu. Dosłownie sparaliżowana strachem, że się nie odnajdę w nowej grupie, gotowa uciekać z krzykiem etc., ale znam  siebie i wiedziałam, że będę
żałować, jak nie spróbuję, jak nie sprawdzę, czy dam radę. Zacisnęłam zęby, żeby nie zmarnować takiej szansy pójścia w góry, kontaktu z naturą i poznania nowych osób, to było silniejsze niż wszystkie moje strachy i obawy.
Razem na szczyty! Dałam radę! Ja.

Nie da się opisać, jakie to fantastyczne uczucie tak sobie podreptać w góry i płynąć pontonem, i cała reszta, przy moich ułomnościach. Polecam wszystkim i zachęcam!
To naprawdę jest wyprawa na szczyty, dosłownie i dla mnie samej! Już nic nie jest i nie będzie takie samo, powolutku, w moim tempie świat stoi przede mną otworem Za to, że jesteście, za to co robicie wielkie ukłony, podziękowania i dużo więcej!!!!!

13615337_1344987498862980_5290231159323645532_n 13716236_1344987045529692_8432847564028539182_n 13631594_1344987812196282_8777424744037535754_n

Wysoka Kopa niestraszna

Dnia pamiętnego roku 2016 Wysoką Kopę w Górach Izerskich zdobyliśmy. Przed niejedną burzą w tym czasie uciekliśmy. Ogrom bułek zjedliśmy. Przepiękne widoki widzieliśmy. Śpiewu ptaków słuchaliśmy. Za przewodnikiem Dulkiem pędziliśmy. Trzy psy za uszkami drapaliśmy. W czasie wolnym ognisko rozpaliliśmy. Grilla robiliśmy. Przepyszne spaghetti zjedliśmy. Karkonoskie Centrum Informacji odwiedziliśmy. Wykładu o komunikowaniu się z osobami z niepełnosprawnością słuchu dzięki Asi wysłuchaliśmy. Na koniec się przytuliliśmy i pożegnaliśmy.

Duża góra i garstka zdobywców czyli relacja ze Skrzycznego

Kwiecień jak to kwiecień czyli plecień, a szczególnie w górach. Nie zdziwiło nas w związku z tym za bardzo, gdy otwarliśmy oczy w niedzielny poranek i zobaczyliśmy za oknami młodzieżowego schroniska „Hondrasik” tańczące płatki śniegu zmieniające szatę Szczyrku z wiosennej na zimową. Szczęśliwie atak szczytowy mieliśmy już za sobą i to w znacznie bardziej sprzyjających warunkach pogodowych. Tym razem było wyjątkowo kameralnie, gdyż zmierzyć się ze szczytem Skrzycznego zdecydowało się tylko sześć osób w towarzystwie dwójki beskidzkich przewodników Marka i Sylwii. Jak jednak wiadomo nie ilość się liczy, ale jakość tak, że zadanie wykonaliśmy w 100%. Piękne krajobrazy, spoglądające co jakiś czas zza chmur słońce, a przede wszystkim doborowa kompania niosły nas w kierunku najwyższego wierzchołka Beskidu Śląskiego. Czas leciał, płynęły miłe rozmowy, a droga uciekała sama spod stóp. Około godziny 15 nasza skromna reprezentacja projektu Razem na Szczyty w składzie Magda, Natalia, Krzysiek, dwóch Marcinów, Ania oraz towarzyszący przewodnicy Sylwia i Marek stanęli w najwyższym punkcie Skrzycznego. Potem była szybka rozgrzewka w schronisku i zejście na łeb na szyję do Szczyrku. Trochę nas ten ostatni odcinek zmęczył, dlatego z radością zasiedliśmy do czekającej na nas ciepłej obiadokolacji. Po udanym dniu apetyty dopisywały, co pozwoliło nam rozprawić się w większości z dodatkowymi sześcioma porcjami zamówionymi przez osoby, które wycofały się z wyjazdu w ostatnim momencie.
Podsumowując, jak zwykle była walka, śmiech i kolejna wielka przygoda dorzucona do worka wyjątkowych i nieśmiertelnych wspomnień. Dziękuję Wam wszystkim za jej współtworzenie;-)

Link do zdjęć Marcina:

https://picasaweb.google.com/114400809657232240449/6278148261189590385?authkey=Gv1sRgCLvKxeDP_NmYqwE

 

img_0003