Wypoczynek na Borowej – relacja Moniki

Razem Na Szczyty!
Wypoczynek na wsi
Tym razem celem wypoczynku sobotnio – niedzielnego były Sudety. Zdobyliśmy dwa zacne szczyty. Odwiedziliśmy Góry Wałbrzyskie, gdzie wspięliśmy się na Borową o zapierającej dech w piersiach wysokości 854 m n. p.m. a drugiego dnia, po dramatycznym wysiłku ,wspięliśmy się jeszcze wyżej, bo na wysokość 936 m n.p.m. Zdobyliśmy Waligórę- najwyższy szczyt Gór Kamiennych.
Zbiórka przed wyjazdem w Sudety miała miejsce jak zwykle we Wrocławiu , w sobotę 31.05 o 08:00 przed budynkiem dworca kolejowego. Po miłych pogaduszkach i porannych żartach rozdzieliliśmy się i zapakowaliśmy się do kilku samochodów, aby udać się w rejon przedsudecki. Mijając miasteczka i wsie snuliśmy opowieści o wyprawach górskich i planach na zbliżające się wakacje. Wszyscy w nastrojach zdobywców dotarliśmy na parking przy Zaciszu Trzech Gór, gospodarstwie agroturystycznym tuż przy szlaku na Borową. Po szybkim przepakowaniu i powitaniu z pasącymi się konikami ruszyliśmy na szlak. Pogoda dopisywała- było ciepło i słonecznie. Początek trasy okazał się bardzo łagodny. Przechodząc spacerowym tempem skrajem polany dotarliśmy do ścieżki leśnej, gdzie po krótkim odpoczynku zaatakowaliśmy górę. Na trasie nie napotkaliśmy większych trudności, no może oprócz natarczywych owadów i kleszczy. To właśnie one nieświadomie stały się bohaterami kilku mrożących krew w żyłach opowieści, oczywiście ku przestrodze. Krążyły o nich nawet legendy i podania regionalne . Niecały kilometr przed szczytem weszliśmy na wąską ścieżkę o stromym zboczu. Zaczęło się podejście z sypkimi kamieniami, lecz cała ekipa pokonała je żwawo i zgrabnie. Bez problemu wszyscy dotarliśmy na szczyt. U kresu czekał na nas wypalony krąg ogniskowy i pal z nazwą szczytu na tabliczce informacyjnej ? Nie, tabliczki nie było! Była za to kartka papieru z napisem Borowa, która poddała się naszym ciężkim, zmęczonym oddechom i upadła. Oczywiście zaraz pojawiła się taśma, dzięki czemu naprawiliśmy szkodę . Po dłuższym odpoczynku, kolejnym śniadaniu i cieście ze śliwkami ruszyliśmy w drogę powrotną. Wydawało się, że wędrówka tą samą trasą będzie nudna ,lecz nic bardziej mylnego! Pośrodku lasu nie wiadomo skąd, pojawiła się skórka od banana. Cieszący się życiem Dziku idąc i nie patrząc pod nogi robił sobie popularne zdjęcie, zwane Selfie. Nieszczęśliwy zbieg dramatycznych wydarzeń (oczywiście według podań i legend) potoczył się tak, iż Dziku ślizgając się na bananie jak na lodowisku , wylądował na drzewie, a obrażony aparat schował się w krzakach. Po znalezieniu obu zgub okazało się, że zdjęcie wyszło całkiem nieźle i możemy ruszać dalej. Tempo mieliśmy tak dobre, że przed dalszą podróżą do Gorzeszowa (na nocleg) znaleźliśmy czas na lody i kawę. Po szumnych dyskusjach, czy w oddali widzimy barana, muflona czy kozła górskiego, do głosu doszedł specjalista Krzysiek, który o zwierzętach wie więcej, niż się da. Jego wykład uciął wszelkie dyskusje na temat zwierząt. Po udanej przerwie ruszyliśmy w kierunku Gorzeszowa po drodze, odwiedzając Rybnicę Leśną, w której zobaczyliśmy zabytkowy drewniany kościół św. Jadwigi. Na miejscu Mariola udzieliła nam kilku informacji przewodnickich o unikatowych drewnianych kościołach na terenie Sudetów oraz o ciekawostce geologicznej, jaką jest występujący nieopodal kościoła kaptaż rzeczny. Bogatsi o wiedzę na temat lokalnych atrakcji ruszyliśmy na nocleg. Po zakwaterowaniu w Gorzeszowie, poznaniu naszych gospodarzy i hodowanych owieczek niecierpliwi poszukiwaliśmy dalszych atrakcji, więc część z nas ruszyła na spacer. Dotarliśmy do malowniczego miejsca rezerwatu przyrody – Głazy Krasnoludów ukrytego w lesie świerkowym. Rezerwat zbudowany z piaskowcowych ostańców czyli wysokich skałek o różnych wielkościach ukształtowanych przez procesy erozyjne. Po wspinaczce na szczyty głazów przypomnieliśmy sobie o wyczekiwanym ognisku. Zadecydowaliśmy, że pójdziemy skrótem. Podążając do celu przez ukwiecone łąki marzyliśmy o kiełbasie z ogniska i ciepłej herbacie.

Teskt: Monika

Relacja Anety z Borowej

Wyprawa na Borowę odbyła się 31.05.2014 r. To był mój drugi wyjazd z projektem RNS. Był to wyjazd wyjątkowy dla mnie, bo zabrałam ze sobą mojego 2,5 letniego synka Karolka. Dla Karola był to pierwszy wyjazd w góry z tak dużą grupą (ponad 20 osób).
Przygotowując się do wyjazdu odczuwałam lęk i pewnego rodzaju bardzo przyjemną ekscytacje! Lęk dlatego, że dysfunkcja wzroku, którą mam ogranicza mnie w pewnych sytuacjach; nie wiedziałam też jak Karol zareaguje na grupę nieznanych mu osób i samą wędrówkę pod górę. Ekscytację, bo uwielbiam góry! Cieszyłam się, że znowu będe mogła wejść na kolejny szczyt i będe mogła pokazać mojemu dziecku, że wyprawa w góry to fajny sposób na spędzanie czasu wolnego.
Zaczęło się nadzwyczaj przyjemnie, bo wolontariusze Mariolka i Paweł przyjechali pod nasz dom i zabrali nas autem do miejsca, skąd ruszaliśmy zdobywać Borowę. Nie musiałam więc tarabanić się autobusem z tobołkami i małym dzieckiem. Sprawnie dojehcaliśmy na miejsce, gdzie reszta grupy już na nas czekała.
Ruszyliśmy zdobywać Borowę. Karolko wybrał wchodzenie za pomocą rąk swojej mamy. Niosłam więć moje najukochańsze dodatkowe 15 kilo. Po drodze Mariolka za pomocą swojego uroku osobistego i aparatu fotograficznego oczarowała Karola na tyle, że przez chwilę miała przyjemność ponieść moje dziecko na swoch rękach. Pogoda dopisywała, ptaki śpiewały a zieleń była w pełnym rozkwicie.Zaskakująco szybko dotarliśmy na szczyt, gdzie mogliśmy się posilić, pogadać, odppocząć i najważniejsze – Karolek robił z Mariolką zdjęcia. Była to dla mojego synka chyba największa frajda:) Chociaż zapomniałam o graniu na trawce. Edytko mój syn do tej pory przynosi mi trawę z podworka i chce żeby na niej zagrać.
W drodze powrotnej Karol częściowo schodził już na własnych nóżkach. Ha! Małymi kroczkami poruszamy się do przodu. Letnia aura nieustannie nam towarzyszyła. A na dole czekały na nas koniki, plac zabaw, lody, chłodne napoje – na co kto miał ochote. Mój synek miał ochotę wpaść w błotko, więc robiłam przymusowe pranie…:)
Podsumowując wyjazd w Góry Wałbrzyskie i włączając własna ocenę muszę napisać, że organizatorzy zrobili kawał dobrej roboty! A ciepła i przyjazna atmosfera towarzysąca wyprawie po prostu zachęca do dalszych wspólnych wycieczek.
Aneta