Moja druga wyprawa w góry

 
Moja druga wyprawa w góry

Witam wszystkich, byłam po raz drugi z projektem Razem na Szczyty.
Postanowiłam zmierzyć się ze szczytem po raz drugi i udało się zdobyć nie niesamowite uczucie.
Witam wszystkich, którzy byli razem ze mną zdobywali szczyty w dniach 26 -27.04.2014 r. wybrali się w Beskid Niski – Lubomir.
Kierownikiem mojego drugiego wyjazdu w góry był Tomek Deroń i pies suczka o wdzięcznym imieniu Kiera, a w roli przewodnika świetnie spisywała się Anna Szczepanik i Tomek Deroń.
W pierwszy dzień koło godziny 18 ruszyliśmy na szlak do obserwatorium Astronomicznego im. Tadeusza Banachewicza.
Na trasie mieliśmy przystanki nasi przewodnicy opowiadali o obserwatorium i nie tylko a także o ciekawostkach krajobrazowych które mijaliśmy na trasie.
Na co dzień poruszam się na wózku po równych powierzchniach dlatego ta wyprawa była dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Dzięki wesołej ekipie, która towarzyszyła mi przez całą drogę. Dzięki grupie zakręconych, super silnych mężczyzn, super dziewczynom
dotarłam do obserwatorium a jak schodziliśmy w dół to schodziliśmy w ciemnościach przy
latarkach niesamowite uczucie jak zjeżdża się w dół na wózku jeszcze tyłem.
Dziękuję wszystkim, którzy mi pomagali wspierali nie tylko pomocną dłonią,
ale także pomysłowością. Naprawdę wielkie dzięki i wielki szacunek! Jeśli się czegoś bardzo pragnie, to mimo wszystkich przeciwności się uda mimo siniaków, wielkich kamieni i dość ostrej góry, która prowadziła do obserwatorium.
Do zobaczenia na następnym szczycie. Pozdrawiam wszystkich!

tekst: Gosia Zawisza

LUBOMIR, 26-27 kwiecień 2014r

 
LUBOMIR, 26-27 kwiecień 2014r.

Piszę, póki na to czas. Póki wszystko jest jeszcze gorące i wrzące.
Wiecie co…, mój ostatni weekend był BARDZO udany!
A to wszystko za sprawką wyjątkowej gromady, która po prostu lubi szwędać się po górach, podziwiać to, co piękne i nieuchwytne, często pomijane przez wzrok przeciętnego śmiertelnika. DZIĘKUJĘ WAM ZA TO! 😉
Dla mnie termin zgoła wyjątkowy. Kanonizacja Jana Pawła II, a akurat tak się składa, że jestem stypendystką Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Mimo, że powinnam spędzać ten czas ze swoją fundacją, dzięki której poznałam Wasz projekt, postanowiłam spędzić ten czas z Wami i w ten właśnie sposób świętować to niezwykłe wydarzenie. Zrobić coś dla innych, bo przecież ‘dobra wraca’! (:
Weekend rozpoczął się od przecudownej rozmowy telefonicznej z Marcinem Kowalskim, który urzeczony cyklicznym brakiem zasięgu, mimo mych zacnych chęci, przyjął mój telefon jako odzew intruza 😀 Pomyślałam sobie wtedy: ohoho…’co ja robię tu…’.Hehehe, pozdrawienia dla Marcina! (:
Następnie, już w sobotę krótki telefon do Kiera Tomka, aby upewnić się czy Bosacka, to ta Bosacka i trafiłam na miejsce PKS, gdzie zgromadziła się już większość podróżników. Szybki podział, treściwe informacje i transport do Węglówki, gdzie znajdował się nasz nocleg w domu rekolekcyjnym nieopodal Kasiny Wielkiej. W międzyczasie poznałam Marysię – Annę, Madzię i Grzesia, który zaszczycił nas opowieściami o swoich azjatyckich wojażach, co oczywiście bardzo nas zaciekawiło. Na miejscu, sprawne rozmieszczenie ludzi w pokojach i wspólny posiłek. Po obiedzie garść informacji oraz przygotowanie do zdobywania Lubomiru.
Dla niektórych ten wyjazd był długo wyczekiwaną przygodą górską, dla innych – po prostu kolejnym szczytem. Dla mnie natomiast – wielkim znakiem zapytania.
Droga na szczyt przemijała radośnie, w przemiłym towarzystwie. Czasem zdarzył się jakiś kamień, tudzież kamolek, co raczej urozmaiciło trasę niżeli przeszkodziło we wspięciu się na szczyt naszych możliwości ;). Kiedy dotarliśmy już na szczyt, swoje 5 minut należało się paparazzim, aby to uwiecznić ten wiekopomny moment, później czekał na nas ‘wuszt z sznitą’, mówiąc po mojemu 😉
w obserwatorium astronomicznym.
A co nastąpiło potem? Wspólnie oglądaliśmy planety i gwiazdy… Nie ma to jak noc pod gołym niebem – no prawie. Profesjonalne wskazówki oraz film wyświetlany w filmowni, niezapomniane „ godzina 10.00 – piątek…” i głos zacnego lektora.
Po obserwacji nastąpił moment zejścia z góry. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pora powrotu, ponieważ zejście odbywało się w nocy, co czyniło nasz wyjazd nieco ekstremalnym. Szczęśliwie, wszystko się udało (bo właściwie, dlaczego miałoby się nie udać?! (;) Jednak to nie koniec atrakcji, ponieważ niespodziewanie do naszego pokoju wtargnęła grupa niezapowiedzianych gości, aby to wspólnie celebrować urodziny Ani Tokarskiej.
Kolejnego dnia, bogatsi o nowe doświadczenia, spotkaliśmy się wspólnie w sali, aby podsumować wyjazd i zobaczyć prezentację Ani Makowskej, która podzieliła się swoimi przeżyciami związanymi z wyjazdami projektu „Razem na szczyty”, a także z wyjazdów indywidualnych w góry.
Później nastąpił czas pożegnań, uścisków i pozdrowień, czyli każdy człek w swoją stronę.
Trudno po tak udanym wyjeździe rozstać się. Po przyjeździe do Krakowa razem z ekipą dojazdową, udaliśmy się na smaczny obiad i kawę, aby jeszcze choć chwilkę pokontemplować wspólne chwile. Było cudownie!
Jesteście wspaniali, nigdy o tym nie zapominajcie! Cieszę się, że Was poznałam.
Ściskam i pozdrawiam każdą i każdego z osobna!
Mocno Wam kibicuję, nie żegnając się… piszę tylko „DO ZOBACZENIA!”

tekst: Marta Pilarska

Beskid Makowski – Lubomir – relacja Marcina

 

Niepełnosprawni w górach – Razem Na Szczyty, Beskid Makowski – Lubomir


zdj. Marcin Rżanek

Dawno nie byłem z ekipą RNS-u na wyprawie stęskniłem się trochę za ludzikami z wielką radością ruszyłem tym razem do Krakowa i to nietypowo bo pociągiem i po raz pierwszy z Mateuszem. Spokojnie się wyspałem do 6 rano. Na pociąg do Łodzi-chojny dojeżdżam z Bedonia, tuż przed 9tą przyjeżdża na Chojny pociąg relacji Poznań – Kraków którym już jedzie Mateusz dołączam do niego i wspólnie jedziemy do Krakowa. Podróż mija dość szybko jak na polskie realia 3:20 to niezły czas.

Do Krakowa docieramy parę minut po hejnale z wieży mariackiej, z pociągu udajemy się do poczekalni dworca autobusowego w którym czeka już większość naszej ekipy. Powitania uściski i niebawem całą ferajną udajemy się przed galerię krakowską skąd zabiera nas busik. Z Krakowa kierujemy się do Węglówki urokliwej wioseczki położonej między Myślenicami a Rabką. Docieramy do dolnego kościoła w Węglówce przy którym znajduje się ośrodek rekolekcyjny dziś tu będziemy nocować. Zaczynamy dość nietypowo bo obiadem:D Po nim mamy czas wolny ja z kilkoma osobami gram w grę planszową. Do wyjścia na Lubomir zbieramy się po godzinie 17tej dojeżdżamy ok 2 km na parking na przełęczy i ruszamy na szlak prowadzący na szczyt.
Początek szlaku asfaltowy ok 500m później już tradycyjne kamyczki. Na szlaku znajdują się tablice tematyczne są one związane z astronomią już po drodze przygotowujemy się na to co będzie na szczycie góry. Przy drugim naszym postoju Możemy podziwiać piękną Panoramę Beskidu wyspowego.
Dalsza Trasa ma dwa zasadnicze trudniejsze podejścia, idziemy przez las ale ciągle pod górę.

Po godzinie 20tej docieramy na szczyt Lubomira na którym znajduje się obserwatorium astronomiczne
Tradycyjna grupowa fotka juz po zmroku a po niej podbój kosmosu;d zostajemy ugoszczeni grillem w holu obserwatorium po jedzonku obejrzeliśmy „arcy ciekawy film” o historii założenia tegoż obserwatorium na Lubomirze. Po projekcji w grupkach 5 osobowych oglądamy przez teleskop Jowisza i jego księżyce. Później kierownik obserwatorium pokazywał nam gwiazdozbiory i opowiadał o nich. W drogę powrotną ruszamy ok godziny 23ciej zejście poszło nam dość szybko, na nocleg docieramy ok 1 w nocy.
Niedzielne przedpołudnie upływa nam na Mszy św. Oglądaniu pokazu slajdów Ani z jej wypraw na szczyty Korony gór polskich. Po godz. 13tej rozjeżdżamy się do domów czyli Kraków i pociągiem do Łodzi w domu jestem przed 20tą.

tekst: Marcin Rżanek

Źródło: PODRÓŻE I FOTOGRAFIE – MARCIN RŻANEK